Pesel

Aaaaaaaaaa! Słońca nie widziałam od nie wiadomo kiedy. Jak przeżyć listopad i nie strzelić sobie w łeb? Jak nie popaść w tę listopadową autodestrukcję? Aaaaaa! Znicze i chryzantemy, pamięć o tych, co odeszli i wiecznie padający deszcz. Niech jutro ściśnie mróz na drodze, to czeka mnie dębowa jesionka.
Matko. Jak przetrwać listopadowe czarnowidztwo? Jak pohamować się przed rzuceniem sobie do wanny włączonej do prądu suszarki? Jak nie zabić się własną pięścią? Jak powstrzymać się od najedzenia się piasku z kuwety?
Nic, tylko mrok i śmierć, i niewiadomość i zatrata…
Boli mnie kolano. Nie mogę wchodzić po schodach. Oczywiście, że nie poszłam do lekarza. Po co? Diagnozę mam w dowodzie osobistym. Jest nią mój pesel.
Podobno „grzeczne dziewczynki mają pracę, niegrzeczne sponsorów, a mądre własny interes”.
Czas zmądrzeć.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.