Bigos

Czym się różni praca w wielkiej korporacji, gdzie jest ciepło, miło, wygodnie, z własnym stanowiskiem pracy i nawilżaczem powietrza od pracy w gimnazjum w D.?
Bigosem.
Znałam tych dzieciaków od pierwszej klasy, kiedy do przywiązanego konia rzucali kamieniami. Wtedy złapałam rudego Bigosa za wszarz i powiedziałam, że tak mu wpierdolę, że go rodzona matka nie pozna. Potem on przyszedł do mnie i się przytulił i wyznał:
- Mama tez mi mówi, że mnie zajebie.
I wróciłam. Po siedmiu latach. Pierwszy podchodzi do mnie Rudy vel Bigos. Z tymi śmiejącymi się oczami:
- Czy mnie pani pamięta?
Tak. Bigos właśnie wrócił z ośrodka wychowawczego i zeżarł na dzień dobry kwiatka w biologicznym. Dyra stwierdziła, że jak trzeba będzie to mu podsunie dracenę, czy inne trujące zielsko.
I dzisiaj podjeżdżam pod szkołę. Bigos siedzi w kucki na płocie, śpiewa piosenkę, że ma wielkiego chuja, a w między czasie gdacze jak kura, a reszta klasy mu wtóruje. ja nie wiem, czy mu już odbija, czy ma taki dystans do siebie. Ze starego płotu wystaje jakaś rura. Mówię mu:
- Dziecko zejdź, bo ta rura w tyłek ci się wbije, jak się zachwiejesz.
- No to będę miał trochę przyjemności – odparł Bigos i się uśmiecha.

W międzyczasie podchodzi do mnie mała dziewczynka i mówi:

- Prosze paniom, M. uderzył mnie w łeb.

- W głowę – poprawiam.

- Nie, w łeb!

Ja mam dosyć.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.