Azymut, czyli prawdziwy mężczyzna o drogę nie pyta

Nie zgłosiłam się na ochotnika do tego projektu unijnego, bo nienawidzę patrzeć, jak marnowane są pieniądze. Jeśli na tak niskim szczeblu tak się ludziom klei do łap, to co dopiero dzieje się u góry. Ale cóż, taki lajf…
Jedziemy zatem. Za pieniądze unijne. Ja organizator, dostałam wynajęty autokar, nic, tylko jechać. Autobus wiadomo jaki, kiedyś monopolista w przewozie pasażerów. Wsiadam, a kierowca do mnie:
- To jak jedziemy?
Mówię adres.
- Ale którędy?Ale jak ja mam jechać?
- Jak panu wygodnie- odpowiadam.
- Ale ja nie znam trasy. Ja jestem ze Stargardu.
- A ja z Darłowa – odpowiadam zaczepnie.
No, szach mat.
W końcu pękam.
- Do pewnego miejsca mogę pana poprowadzić, ale potem może być problem.
Jedziemy zatem i zaczyna się problem. Przezornie włączam nawigację w telefonie. Pańcia mówi, że mamy skręcić w lewo. Ale, na litość boską, czy doświadczony zawodowy kierowca autobusu będzie słuchać dwóch bab, w dodatku jednej gadającej w telefonie? Przejechaliśmy i wyjechaliśmy w czarnej dupie u diabła.
- I co teraz? – pyta kierowca
- Pani w nawigacji mówiła, że kilometr temu powinniśmy skręcić w lewo.
- Ale tam była za wąska ulica.
Znowu szach mat. Patrzy ciul na mnie. Czy ja mam mu poszerzyć tę drogę?
- Uważam- mówię z nieskrywaną irytacją – że mamy dwa wyjścia. Albo zrobić koło i nadrobić jakieś dwadzieścia kilometrów, czyli jechać do Rygi przez Ząbki, albo zawrócić ten kilometr.
Chwilę trwało to zmaganie samego ze sobą pana kierowcy, ale zwyciężył rozsądek. Zawróciliśmy.
Jedziemy. Stanęliśmy u wylotu wąskiej drogi i pan kierowca kieruje do mnie te słowa
- Czy mogłaby pani wysiąść i zapytać o drogę?
- Nie- odpowiadam.
Szach mat. Po chwili ruszył. Jedziemy. Dojechaliśmy.
I znowu pytanie za sto punktów.
- Czy na końcu tej wąskiej ulicy jest parking?
Udałam, że nie usłyszałam.
I tak sobie myślę, że faceci tak mają, czy co? Że nie pytają o drogę?
Pamietam jak z J. jechaliśmy w góry. Wypadek na autostradzie, policja kieruje na objazd, tłumacząc drogę. J. niby słucha. Zjeżdżamy z drogi.
- Wiesz, jak jechać? – pytam J.
- Będziemy jechali na azymut.
Te słowa zwiastują problemy. I tak po pół godzinie wyjechaliśmy dokładnie w tym miejscu, w którym policja wskazuje objazd. Czy tak ciężko jest powiedzieć
- Kobieto, weź kartkę i pisz, co mówi policjant, bo jest ciemno, nie znam drogi, jestem zmęczony…
Nie. Azymut.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.