Hanka, Irena i dziunia

Z Hanką rozstałam się, bo za dużo piła. Piła wszystko, olej, benzynę, płyn do chłodnicy… W sumie olej to żłopała. Kolega W. dziwi się, że pozbywam się Hanki, ja mu mówię, że chleje.

- Ale ile? -dopytuje- Ile wlewasz litrów na rok?

- Na rok? – dziwię się teatralnie – Ja robię jej dolewkę na 1000 km.

No to faktycznie.

Potem przebrnęłam przez poszukiwania nowego samochodu.

- Notuje pani to, co mówię? – pyta przez telefon sprzedawca podający parametry samochodu.

- No tak, notuję. W głowie, czyli nigdzie.

I tak pojawiła się Irena. Śliczna i pachnąca nowością. Pierwszy raz jednak ma za sobą. Wersja A brzmi tak: Przyszłam na parking i tak było. Wersja B jest następująca: Ten znak na mnie szedł. Bezczelny. Tylko takie lekkie otarcie. Na otarcie łez, kiedy Irka była lakierowana, J. dał mi swoją niunię, abym miała czym do roboty jeździć. Śliczna laseczka, w takim dobrym dla kobiety wieku, lat 22. Łatwiej by było wymienić, co w niej działało. Klakson – nie (jak się za chwilę okaże, sprawa kluczowa), działające ogrzewanie wydawało taki dźwięk, że ludzie na ulicy się oglądali. No i ta rdza. W sumie karoseria trzymała się na lakierze. I oto nasz ostatni dzień. Ja i dziunia. Dajemy radę. Poprzedniego dnia nie chciała sucz odpalić, ale trochę ją pocisnęłam i jakoś zaskoczyła. Jadę sobie spokojnie ulicą i nagle JEB! To znaczy, nie takie znowu nagle. Ja widziałam tego kolesia wyjeżdżającego z zatoczki parkingowej, ale tak, jak wspomniałam, klakson nie działał. Wiec we mnie jebnął. On w sumie nie wiedział, co zrobił, nieważne. Miotam się, bo jadę do roboty, już jestem spóźniona, zjeżdżamy i spisujemy oświadczenie, swoje dane, takie tam, dzwonię do J. Słyszę przez telefon jak J. mówi, że pięć stów. I scena jak w filmie Barei. On rzecze: pięć stów, facet prawie mówi, że dobrze, ja trzasnęłam drzwiami i pół samochodu odpadło. No, kurwa, odpadło. Serio. Rdza posypała się na chodnik, a w samochodzie dziura. Już prawie chciałam kolesiowi powiedzieć:

- No i widzi pan, co pan zrobił?

W zamian tylko spojrzeliśmy na siebie i dam sobie głowę ucięć, że w tej  samej chwili mieliśmy jedną myśl, że jakby przyjechała policja, to by mi dowód rejestracyjny zabrali.

Dobrze, że wróciła Irena. Mam nadzieję, że nie dorobię jest symetrycznie, bo znaków ci u nas dostatek.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.