A jak ty przeklinasz jadąc samochodem?

Myślę, że my, pokolenie dinozaurów, powinniśmy uczyć się od dzieci. Wypierania i zrzucania winy na innych. W najlepszym przypadku niezauważania swoich błędów i niedociągnięć.
Sprawdzian z przypadków. Po minucie od wyjęcia kartek, A. wpada w szloch, następnie zaczyna zawodzić, aż oddechu nie może złapać.
Kurwa mać, co znowu? – myślę sobie. W zamian zakładam maskę uprzejmości i pytam się troskliwie:
- Co się stało?
-… bo ja sobie nic nie mogę przypomnieć… – łka.
- A uczyłaś się? – dociekam.
- Nieeeee…
To co ty, dziecko, do chuja wafla, chcesz sobie przypomnieć?
J. słyszał mnie, jak jadę samochodem, J. twierdzi, że jestem wulgarna. A ja chcę być jak polny kwiatuszek. Delikatna, subtelna. I oto wyjeżdżam spod domu. Spóźniona.  Spóźniona w jedno miejsce, spóźniona przez caly dzień.  Jedno moje spóźnienie pociaga kolejne. Jestem jak autobus linii 75. Nie nadrobię na trasie.  I oto on. Mistrz prostej. Wymusza wyjeżdżając z podporządkowanej, aby przez najbliższe skrzyżowanie przyjechać chyba 10 km/h.
- Kurwa jego mać, pierdolony kutasiarzu, jedź, bo utknę przez ciebie na środku skrzyżowania.

Ale ja nie rozumiem, ma pod maską na pewno ponad setkę koni, nie to co moja Irena, która zamiast koni, ma kucyki, albo krasnoludki, które małymi nóżkami obracają tam koło zamachowe, a jednak żwawiej poruszam się niż on.
I J. po tym stwierdził, że nie jestem polnym kwiatuszkiem. I uważa, że jestem gruboskórna. Moj kochany J. Jak to śpiewał poeta: „nawet drzewa twardnieją, by przeżyć.”

K. powiedział mi, że dobrze jeżdżę, bo jechał za mną. I go nie wkurwiłam, a on też ostatnio nerwowy. Zwierzył mi się, że o mało z kolesiem na skrzyżowaniu nie wyszedł na solo.
Komplement z ust mężczyzny dotyczący sposobu jazdy smakuje podwójnie.

Czytałam, że przeklinanie to nałóg jak każdy inny. Wystarczą trzy tygodnie.
Już nie próbuję.

Ale czy ja nie jestem za stara, żeby trzymać się konwenansów?

Ale jeszcze się wstydzę. Wstydzę się, że pracuję w korporacji, że jestem korposzczurem. Jak ktoś mnie pyta, gdzie pracuję na drugim etacie, mówię, że jestem rumuńską prostytutką. Kto oglądał „Łowcę Androidów”? To film, który trzeba przemyśleć, przetrawić. Jesteśmy jak te androidy, produkt (nie)doskonały i te same produkty sprzedajemy innym. Mam nadzieję, że nasz produkt przypadł Państwu do gustu, dziękuję za zamówienie. Odhumanizowana wizja społeczeństwa. Jesteśmy wyrobnikami bez uczuć jesteśmy tabelką w Exelu. Do porzygu. Wolę „Matrix”. On niósł jakąś nadzieję. A tu? Nic tylko „płacz i  żal i mrok i niewiadomość i zatrata. Takiż to świat, okrutny świat. Czemuż innego nie ma świata?”

2 Komentarze

  1. Moje ulubione za kierownicą to: Ja pierdolę, kto Cię kurwa uczył jeździć, No jedź ty ciulu. Toch na szczęście krzyczy tylko, kiedy stoimy w korku, to ostatnie. Ulubionym mojej mamy przy wnukach: „ty dziadzie kalwaryjski” , również namiętnie powtarzane przez wnuki. Jeśli chodzi o drugą część w/w filmu, ty masz przemyślenia, a ja czarną dziurę o czym on był? Muszę zerknąć na zwiastun…

  2. A ja się dziwię, czemu Ty się dziwisz – przecież pracujesz w kieratowni, gdzie kreatywność jest ograniczona do zera. Tam każdy z „kurka wodna” przejdzie „na kurwa mać”. Masz jakiś szwedzki syndrom, że wessało Cię na amen.
    Lubię Cię za szczerość, więc poślę najszczersze życzenia – spierdalaj z tego magla jak najszybciej. Byłem w nim, to wiem.
    Pozdrawiam;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.