To lubię, rzekłam, to lubię

Jestem prorokinią i widzę przyszłość, czy raczej jestem czarownicą i moje słowa mają moc sprawczą?
Wieczór. Tak po 21. Leżę już w łóżeczku, bo nazajutrz czeka mnie długa droga. Słyszę jak gówniarzeria po oknem jeździ na hulajnogach. Zaraz któryś sie wyjebie. Wypowiadam to prosto w mrok. Mrok mnie słucha. Mrok jest przyjazny. Otula mnie i kołysze do snu. I nagle słyszę ryk:
- aaaaaaaaa…
Podła jestem. Zaczęłam bić brawo. Podeszłam do okna.
- Antek! – drze ryja jeden z pomiotu szatana – cho no tu! Ksawier się wyjebał!

Szczyt bezczelności

Realizuję zamówienia na kupę kasy dziennie, a kierownik pyta mnie, co mam zrobić, żeby zwiększyć sprzedaż. To mu odpisałam, dziewczyny mówią, że jestem bezczelna.
Ponieważ praca w tej firmie przywróciła mi wiarę (ksiądz w kościele pokazuje kawałek opłatka i mówi: ciało Chrystusa, kierownik pokazuje mi tabelki w srexelu i mówi: twoje wyniki) podejmuję następujące kroki:
1. Będę modlić się codziennie.
2. Zamówię mszę za duszę dyrektora.
3. Będę odmawiała różaniec.
Kierownik nie odpisał. Nie wiem, dlaczego.

Z J. stwierdziliśmy, że ewolucja się cofa. I rzeczywiście. J. stwierdził, że facet jest debilem do 27 roku życia, potem nabiera rozumu. Zupełnie nie wiem, co go skłoniło do takiej miażdżącej samokrytyki własnej płci. I powiedział, że dziewczynki są mądrzejsze. Dlatego mu nie powiedziałam, jak wczoraj uczennica klasy 6 opisuje, że główny bohater książki chciał zostać no tym, tym… no tym panem, co zabija świnie w lesie.

Myśliwym?

Hit dnia

Jestem zwolenniczką tomizmu, chociaż w gruncie rzeczy jestem osobą niewierzącą. Każdy ma swoje miejsce i niech tam siedzi na swojej gałęzi.
Ja się nie wpierdalam w rozmowę pani dyrektor z panią wójt, bo świnia z pastuchem nigdy na ty nie będzie. Dopóki świnia jest świnią, a pastuch pastuchem. I tak u nas w szkole zbratałyśmy się za bardzo z ekipą sprzątającą. jesteśmy na ty i w ogóle, i w szczególe, one przesiadują u nas w pokoju. Efekt? Zaryczana sprzątaczka poszła do dyrekcji z pretensjami, ze nie dostała nagrody dyrektora. Naprawdę. Dyrektorka szybko ustawiła ją do pionu, ale została mianowaną wywłoką. I oto rozmawiam z drugą polonistką o T., że nic nie umie. On edukowała siedmioro jej starszego rodzeństwa, więc ruszam po poradę. I oto odzywa się sprzątaczka:
-Powinnaś ją więcej pytać, ona nie jest głupia.
No kurwa, zatkało mnie. Czekam aż pani sprzątaczka wejdzie do mnie na hospitację na lekcję. Nie myślałam, że to kiedyś powiem: ja nie uczę ojca dzieci robić. Ona ma jechać na szmacie. I koniec. I teraz widzę, że moja strategia nieufności jest skądinąd słuszna.
Piszę wiadomość do matki P, że nie przeczytał lektury i siedzi jak na tureckim kazaniu. I oto dostaję wiadomość zwrotną, że P. nie ma książki, to jej nie przeczytał. Już miałam odpisać, że już wsiadam w samochód i jadę poratować dzieciaczka, ale dobrze, że się pohamowałam, bo zaraz dostałam drugą wiadomość, że jego nie będzie dwa tygodnie, bo są całą rodziną „na wycieczce na Gibraltar”.

Różnica semantyczna

J. mówi, że lubi pracować z ludźmi, ja mu na to, że ja, na odmianę – nie – nie mam już siły na pracę z debilami.
Różnica semantyczna.
I percepcji rzeczywistości.
Ja nie wiem, co się dzieje. Kto dziczeje? Ja, czy otaczający mnie świat?
Jadę z pomiotem szatana na wycieczkę. Oczywiście, punkt obowiązkowy spacer nad morzem. Myślałam, że oczywistą oczywistością jest to, że woda jest mokra i zimna. Chyba czwartoklasista potrafi to ogarnąć. Teoretycznie. I pooooooszli. Morze gładkie jak lustro, ani jednej fali. P. po kolana w wodzie. Spodnie, buty, wszystko mokre. Ryk. Bo on nie widział. Ale, kurwa, czego? Morza nie widział?
Z piekielnych dzieci wyrastają piekielni dorośli. Pańcia stołówkowa wydaje obiady. Pyta mnie, czy dołożyć mi surówki. Ja jej szczerze, że nie, dziękuję.
- To jak dzieci mają nauczyć się jeść surówki, skoro dorośli im nie dają przykładu? – pyta niby mnie, niby resztę obsługi… Zmierzyłam ją tym swoim słynnym spojrzeniem.
-Pani nie jest od komentowania czyjejś diety, ale od wydawania obiadu – rzuciłam jej i zabrałam talerz, zanim zdążyła mi do niego napluć.
No ludzie, heloł. Co z Wami jest nie tak, że rościcie sobie prawo do komentowania czyjegoś zachowania.
Czy kiedy ja przeglądam zamówienia w robocie i widzę, że apteka zamówiła jedną, słownie: jedną wodę utlenioną, czy ja dzwonię do niej i robię jej wykład z mikroekonomii? Czy ja pytam z niedowierzaniem, czy naprawdę jedną? Wysyłam do realizacji do magazynu i nie zastanawiam się nad tym, co ona będzie z tą jedną wodą robić.
Kelner w restauracji dziwi się, że zamawiam porcję dziecięcą. Wiem, że więcej nie zjem. Płacić dla zasady? Nie lubię wyrzucać jedzenia ani w domu, ani gdzie indziej.
Jak to powiedział Duńczyk: „Z czasem rośnie zapotrzebowanie na święty spokój”.
A ja bym powiedziała: Odpierdolcie się ode mnie.